Wielki projektant – bierze się za nawracanie świata

Przepraszam za wszystkich Chrześcijan i proszę o wybaczenie… Mało kto z nas zrozumiał, że nawracanie świata trzeba zacząć od Domu Bożego (od siebie samego).

Moje Jaśnie Wielmożne Próżne  Jestestwo

Czy Jest coś więcej?

 

No właśnie czy jest? Czy jest coś więcej poza światem:

  • zaspokajania moich potrzeb..
  • przeżywania wciąż tych samych traum…
  • czy jest coś więcej poza próbami naprawiania świata…
  • otoczenia, władzy, urzędów, spisków, teorii…
  • itd. (każdy ma swoje)

Sens w życiu może mieć próba naprawienia istniejącego stanu rzeczy – ale co dalej – śmierć? 

Może zatem przeżyję jakoś dłużej np. pisząc książkę? robiąc coś dobrego? zakładając rodzinę? może jakaś kariera, przyczynię się dla świata?ale co dalej – też śmierć?

Wielu poszło w taki sens życia chcieli np. naprawić świat – z czasem wyszło z tego gorzej niż było. Umarli zostawiając świat w gorszym stanie.. mimo że chcieli w lepszym.

Rozwaliło mnie to.. jakikolwiek ‘ludzki sens życia’ bym nie wybrał, zawsze skończy się śmiercią… wcześniejszą lub późniejszą ale zawsze śmiercią… Przeżyje kilka chwil dłużej w tytule jakiejś książki, czy też w pamięci jako ktoś kto wiele dobrego/złego zrobił.. i to wszystko? co dalej?

 

 

Co jest nie tak z ludzkimi sensami życia?

Krótka historia kontaktów człowieka z Bogiem.. przedstawiona przy pomocy pudełka.

My, którzy znamy zło vs Bóg, który nie zna zła

Jako ludzkość od czasów listka adamowego siedzimy w takim pudełku. Bóg ze swoją miłością próbuje się do nas ‘dobrać’, puka do nas wszelkimi możliwymi sposobami. My jednak z pewnego względu (o czym powiem w kolejnych podstronach) widzimy go jako totalne zagrożenie dla nas.. i szybko go odrzucamy… zakrywamy się kolejnymi listkami, buntujemy się, złościmy się…

Gdy jednak przyjdzie śmierć i przyjdzie czas się z nim spotkać… nie będzie już wyboru, nie będzie możliwości zamknięcia pudełka. Staniemy oko w oko z doskonałą miłością, w lustrze tym zobaczymy wszystkie nasze poczynania jak i to czym były kierowane – wtedy najlepiej będzie się zapaść pod ziemię (tzw. sąd ostateczny jak to niektórzy zwą).

Jest jednak sposób na to by nie zapaść się pod ziemię, możemy skryć się pod szatą Jezusa Chrystusa… wtedy nie będziemy bać się spotkać miłości… ba mało tego możemy to zrobić tu teraz na ziemi… żyjąc… możemy już teraz przestać się bać śmierci – sądu, a tym samym Boga!

 

Instrukcja, abyś mógł poczuć się lepiej z tym co mówię:

  1. Wyśmiej mnie…
  2. Obal to co mówię…
  3. Zrób jakiegoś mema, albo inny obrazek ze mną w roli głównej…
  4. Poczekaj aż inni mnie wyśmieją…
  5. A potem patrz co się stanie…
  6. Może przynajmniej FacePalm?

 

 

Jak już się wyśmiałeś odpowiedz na jedno pytanie:

Czy kiedykolwiek chciało Ci się płakać z powodu okazanej Ci miłości? Czy to było skierowane do Ciebie.. Czy to jakiś rzewny wylewacz łez oglądałaś/eś… Mogłaś/eś próbować od tego uciec, ale czy kiedykolwiek miałaś/eś ochotę uciec z jakiejś sytuacji bo widziałaś/eś ze nie ogarniasz tej sytuacji i nie chcesz tej  miłości?

Wyobraź sobie że spotkanie z Bogiem to nie wiadro… ale znaczne więcej takich łez które pojawiają się gdy doświadczasz miłości… wtedy najlepiej się zapaść pod ziemię… bo nie ma gdzie uciec.

Share This