• Jaki jest sens śmierci?
  • Po co nam takie okropne traumatyczne wydarzenie jak śmierć?
  • Gdyby to był jakiś inteligent projekt czy zaplanowałby śmierci?

Na miejscu organizmu podlegającego ewolucji… wybaczcie, ale wolałbym podlegać raczej jakimś zmianom chemicznym lub innym np. dorobiłbym sobie skrzydła.. jakoś tak inaczej… żeby milion razy umierać.. przeżywać tą traumę… tylko po to by być w przyszłych pokoleniach stworzeniem doskonalszym – bardziej wyewulowanym? Wolałbym w tym pokoleniu dłużej przeżyć. Obserwować śmierć innych ludzi.. bliskich.. przeżywać ten smutek itd tylko po to by wyewoluować.. na coraz to gorsze stworzenia chcące się nawzajem pozabijać?

Potrzeba śmierci – umierania nijak mi nie pasuje do ewolucjonizmu! Naprawdę nie było lepszej metody?

Czy tu naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o panowanie nad innymi, o bycie lepszym od drugiego stworzenia? Bo jeśli ewolucjonizm byłby prawdą, to tak, w życiu chodziłoby tylko o bycie lepszym niż inni. A z kolei istnienie bez istnienia kogoś gorszego od siebie nie miałoby sensu, taki mały książę… który prędzej czy później wymrze… bo zostanie sam… mieliśmy już nie jednego takiego który chciał idee ewolucjonizmu przyspieszyć…

Czy teoria ewolucji dąży do samoanihilacji stworzenia?

Z jednej strony chcemy/musimy być lepsi od innych – co prowadzi jak z doświadczenia widzimy do zabijania innych stworzeń, z drugiej strony bez innych nie mamy jak przeżyć… Przecież to nie ma żadnego sensu! Nie możemy przeżyć bez innych których niszczymy, bo bardziej od innych wyewuowaliśmy.

To jest jakiś obłęd… błędne koło…

Niech jakiś zwolennik teorii ewolucji w komentarzu się wypowie na ten temat, po co nam śmierć w tej teorii… jaki jest model doskonałego wyewoluowania stworzenia? Nie lepiej było zostać po prostu pyłkiem skoro i tak do pyłku dążymy?

Co biblia mówi na temat śmierci?

Biblia mówi że na początku śmierci nie było! Mogliśmy żyć wiecznie… Naszym celem było coś w stylu budowania relacji, z Bogiem i innym stworzeniem… plus kto wie… co tam było zaplanowane… Mieliśmy przebywać i budować relację z Bogiem, który nie poznał nigdy zła… i jest doskonałą miłością.

Poznaliśmy jednak czym jest zło… a tym samym czym jest śmierć. Znając zło nie jesteśmy w stanie stanąć przed doskonałą miłością, bo zło przy Bogu po prostu nie ma jak istnieć. Jako ludzkość zaczęliśmy się zasłaniać przed Bogiem kolejnymi zagrodami. Bóg wyrzucił nas z raju bo było tam drugie drzewo – drzewo życia. Gdybyśmy z niego zjedli znając zło, to co teraz widzimy czyli rozprzestrzenianie się zła trwałoby wiecznie! – a śmierci by nie było! Żylibyśmy wiecznie znając zło… żylibyśmy wiecznie tocząc wojny itd.

Bóg jednak miał plan jak przywrócić nas do zbliżenia się do siebie do osoby – ducha który nie zna zła. Najpierw jeszcze w raju dał na skóry.. potem przykazania… itd. Pokazywał nam co robić by się mniej go bać, co nam udowodniło że niestety i tak nie jesteśmy w stanie… bo nie ma człowieka bez grzechu. Mimo najdoskonalszych przykazań!

Dał nam zatem swojego Syna, i ducha który był w nim… abyśmy mogli się schować za nim i przez niego (w jego ‚szatach’) – przez Jezusa Chrystusa dotrzeć do Ojca. Mieć tym samym zbawienie i życie wieczne – czyli nie umierać, a zwyczajnie iść do domu, do raju.

 

 

 

Share This